Szukasz ciekawej lektury? Zajrzyj do mnie!
Blog > Komentarze do wpisu
Andrzej Sapkowski: Saga o wiedźminie C.D

RECENZJA WEDŁUG INKLUZ.PL

Jesień roku pańskiego 2000 jest datą mego pierwszego zetknięcia się z prozą jednego z najlepszych polskich pisarzy fantasy - z fenomenalnym Andrzejem Sapkowskim. Do dziś pamiętam te nieprzespane noce, które człowiek spędził nad kolejnymi tomami przygód o wiedźminie. Nie istniał wówczas świat rzeczywisty, nie było szkoły, domu. Była tylko wygodna kanapa, zaciszny pokój i książka. A o poranku, po długiej nocy, dwa kubki kawy. Niewiele książek potrafi tak mnie pochłonąć. Tej się udało. (...)

Na cykl poświecony najsłynniejszemu słowiańskiemu pogromcy potworów składa się pięciotomowa saga, w skład której wchodzą: "Krew elfów", "Czas pogardy", "Chrzest ognia", "Wieża jaskółki" i najlepsza z wszystkich części, ostatnia, kończąca historię wędrówki wiedźmina Geralta - "Pani jeziora". Oprócz tego istnieją dwa zbiory opowiadań: "Miecz przeznaczenia" oraz "Ostatnie życzenie", w których mistrz Sapkowski przedstawia nam wcześniejsze przygody głównych bohaterów, nim rozpoczęła się ich Wielka Wędrówka.

Uderzyli ją jednocześnie, Geralt Znakiem Aard, Myszowór straszliwym, trzystopniowym zaklęciem, od którego, wydawałoby się, zacznie się topić posadzka (...) Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła - wisiała nadal w powietrzu, wewnątrz przejrzystej zielonej sfery.

Na początku było słowo. I konkurs w "Fantastyce". Konkurs, w którym opowiadanie "Wiedźmin" Andrzeja Sapkowskiego zajęło trzecie miejsce. Jednak to trzecie miejsce było początkiem, kamieniem węgielnym pod najwspanialszą sagę polskiego fantasy. Wysoka lokata w konkursie, sukces dwóch zbiorów opowiadań, to wszystko przyczyniło się do powstania całego cyklu opowiadającego losy Białego Wilka. Cyklu, który powoli staje się biblią nowych pokoleń fantastów, który jest już legendarny. (...)

Wszystko zaczyna się od Dziecka Niespodzianki. Geralt, w zamian za usługę dla jednej z koronowanych głów Nibylandu zażądał dziecka. Dziecka, a właściwie dziewczynki, która okazała się nie tylko jedną z najlepszych kandydatek do objęcia tytułu cesarzowej Niflgaardu, lecz również wystarczająco dobrą kandydatką na nałożnicę elfiego króla. Dziewczę to, o wdzięcznym imieniu Ciri, obok jakże poszukiwanych walorów politycznych posiadało niesamowitą Moc. Czarodziejską Moc. Moc, o którą walczyć postanowiły rywalizujące ze sobą kręgi czarodziejów i czarodziejek. Biedny wiedźmin nie wiedział, na co się porywa i jakie mogą być konsekwencje jego bezmiar głupiego czynu, jakim było zatrzymanie przy sobie Ciri. Gdy zaś mała Niespodzianka dostała się we wraże ręce, Geralt w niezwykle heroiczny sposób postanawia ją odzyskać. Tak rozpoczyna się wędrówka wesołej kompanii, w skład której wchodził mutant, złodziejka, łuczniczka, dezerter, bard i wampir. A była to droga ku niewiadomemu, wśród szalejących pożóg, rzezi i wojen, przez lasy, góry i łąki, pełna radości i smutków, i niebezpieczeństw. Zaś zakończyła się w pewnym zamku, ale to opowieść na inny wieczór.

- Geralt - szepnęła Calanthe.
- Tak, nie mylisz się królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.


Cykl wiedźmiński to jedna z najlepszych serii, które miałem możliwość czytać. Sapkowski wzbił się na wyżyny literatury fantasy i stworzył coś, o czym długie lata jeszcze nikt nie zapomni. Jak nie można zapomnieć o "Władcy pierścieni". Niezrównany AS pokazał, że fantasy w polskim wydaniu ma szansę na sukces. Udało mu się to dzięki niezwykłemu wyczuciu, z jakim przedstawił swój świat i zamieszkujących go bohaterów. Sapkowski po mistrzowsku połączył świat z baśni, pełen niesamowitych istot, przerażających potworów i magii z brudem dzisiejszych czasów, z okrucieństwem, żądzą zemsty, władzy i pieniędzy, z korupcją, zdradą, kazirodztwem, z najniższymi ludzkimi i zwierzęcymi instynktami. Ukazał nam świat fantasy zupełnie odbiegający od koncepcji Tolkiena. Urealnił go, nadał mu cechy rzeczywistości. Obrzydliwej rzeczywistości. Takiej, która dotyka nas na co dzień.

Trubadur podkręcił w marszu kołki lutni, dla próby pobrzdąkał po strunach, wziął głęboki, rozwibrowany akord.

Z wiatrem zimnym uleciał słów sens
Tak być musi, niczego nie mogę już zmienić
Brylanty na końcach twych rzęs...>

Mistrz z niezwykłym pietyzmem buduje w swym cyklu portrety psychologiczne głównych bohaterów. Ba! Z tym samym pietyzmem zbudowane są również postacie tła. Mamy więc wiedźmina, który mutantem będąc, znienawidzony jest przez świat i sam ten świat ma, mówiąc językiem Sapkowskiego, w rzyci. Na początku poznajemy go jako mordercę potworów, który kieruje się swoistym kodeksem postępowania, w którym zasada neutralności jest zasadą najwyższą. Jednak wraz z opowieścią postać ta ewoluuje. Oto ten samolubny wiedźmin, który nie zwraca uwagi na to, co się dzieje wokół niego, póki nie dostanie od kogoś po głowie, dla małej dziewczynki porzuca swą profesję, rzuca w kąt nader spokojne życie wędrownego pogromcy bestii i rusza w pogoń. Za czym? Za marzeniem, za swymi i cudzymi ideałami, za rodzącym się w nim uczuciem. Rusza w drogę, choć zielonego pojęcia nie ma, gdzie się udać. Można by rzec, zwariował! On tym czasem, a raczej jego determinacja, sprawia, iż podążają za nim zupełnie mu obcy ludzie. Jego najbliższy towarzysz - Jaskier, trubadur, pijaczyna, kurwiarz rozsławiony w całym Wiedźminlandzie, którego sława pieśniarza dorównuje sławie uwodziciela, ten obżartus i wygodniś rusza wraz z Geraltem w podróż do nikąd i mimo, że władać umie jedynie swym językiem, nie opuszcza przyjaciela w ciężkich chwilach, przynajmniej do pewnego momentu. Osoba wiedźmina ma również wpływ na czarownicę Yenefer, która z początku zgorzkniała, zarozumiała i gardząca nie tylko światem, ale i cudzym życiem, pod wpływem Geralta i małej Ciri poznaje, co znaczy słowo kochać. I choć dalej jest zgorzkniała i zarozumiała to zmian nie da się ukryć. Te jednak postacie tracą na wyrazistości w zetknięciu z Ciri, której rodzinę zamordowano, ją zaś porwano. Ciri, która ucieka z niewoli, szkoli się na wiedźminkę, uczy się magii. Ciri, którą życie uczy zabijać, cenić przyjaźń, kochać nader wszystko codzienność. Ciri, która gubi się w potwornościach świata. I nigdy już nie ma odnaleźć swej drogi, bezpiecznej przystani. A to dopiero początek. Mamy w tej opowieści różnej maści królów, szpiegów, zabójców, zbirów, magów, których nie idzie podzielić na dobry i złych, mamy w końcu zwykłych ludzi, mamy oszustów, pijaków, kapłanów, mamy żołnierzy i uczonych. Każdy inny, każdy coś sobą reprezentuje, każdy ma inne serce, inaczej myśli. Sapkowski stworzył świat pełen różnorakich postaci, w które włożył coś z każdego z nas, nadał im duszę, bez której byłyby sztuczne, zaś historia ta nie wyróżniałaby się niczym szczególnym wśród dziesiątek tego typu pozycji.

Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.

Świat Sapkowskiego nie jest niczym nowym. Wiedźminland przypomina nam średniowieczną Europę, oczywiście pomijając czary, smoki, wampiry i inne bestie. W świecie tym pełno jest elfów, wciąż walczących z ludźmi, a niewiele się od nich różniących, krasnoludów, niziołków, gnomów, triad. Są również potwory mroku i chaosu, które nieraz bardzo dokuczają ludziom. A to jakąś gawiedź domową taki potwór ubije, a to baranka pożre. Ale przede wszystkim Nibyland to skłócone ze sobą królestwa i księstewka, toczące spory o każdy metr kwadratowy ziemi, o każdy krzaczek. To salonowe układy, sojusze i mariaże. To szpiedzy, morderstwa i rywalizacja o tron, władzę i pieniądze. Na to nakładają się waśnie rasowe między ludźmi a nieludźmi, kłótnie religijne, aspiracje potężnych i tych troszkę mniej potężnych magów, polityka malutkich prowincji, zajazdy, najazdy, bitewki i bitwy. To w końcu wielka wojna z potężnym Nilfgaardem. Światem tym zaś rządzi pieniądz, miecz i bat. W ten krajobraz perfekcyjnie wkomponowany jest świat magii, jej elitarność, kastowość. W tym świecie magii używa się do wszystkiego. Do zabijania i ożywiania. Do zadawania ran i ich leczenia. Do pomagania przy narodzinach i do usuwania płodu. Świat wiedźmina jest przesączony magią. Magią, legendami, mitami, religiami. Wiele z nich to przetworzone legendy i bóstwa z kultury słowiańskiej, skandynawskiej. Również potwory zamieszkujące Nibylandię swe korzenie wywodzą właśnie z tych mitów i podań, lecz nie tylko. Obok strzyg, wampirów i im podobnych stworów słowiańszczyzny są inne monstra, które pochodzą z wierzeń ludów Europy i nie tylko, jak na przykład kikimory. Dodaje to całemu światu kolorytu, a zarazem odnosimy wrażenie, że my to przecież skądś znamy. Może z lekcji historii. Może z telewizji. Może z własnej codzienności, pełnej tych samych cech, które posiada codzienność Wiedźminlandu. Pomijając aspekt baśniowy. (...)

Język, którego użył Sapkowski w swym cyklu o wojowniku z Rivii po prostu zachwyca. Każdą postać charakteryzuje inny sposób mówienia, pojmowania rzeczywistości. Chłop mówi gwarą, król językiem salonów, żołnierz klnie jak szewc, szewc klnie jak żołnierz, krasnolud klnie za obu. Opisy walki zapierają dech w piersiach. Czytając je czujesz metaliczny smak krwi sączącej ci się z ust, czujesz ciepły jej strumień płynący po nodze, wypływający z rany w brzuchu, słyszysz jej ciężkie krople uderzające o marmurową posadzkę świątyni Melitele, łapiesz się za żołądek! I stwierdzasz, że siedzisz w fotelu, zaś z ust nie cieknie ci krew, chyba że przegryzłeś sobie wargę. AS dużo uwagi poświęcił opisom powolnego jak i szybkiego zadawania śmierci. Nie raz człowiek odnosi wrażenie, że to on sam wykonuje zwód i tnie mieczem wrogi kark, aż chrupią pękające pod naporem klingi kości. A przedstawienie walki to nic w porównaniu z perfekcją dialogów. Żywe, wesołe, ale i poważne kiedy trzeba, traktujące o filozofii życia jak i o rzeczach zupełnie przyziemnych. Dialogi to najlepsza strona całego cyklu. Nie ma za to obszernych opisów przyrody, co dla niektórych może być zaletą, dla innych wadą. Ja za tą skąpość Mistrzowi tylko dziękuję. I chwalę ją. (...) Akcja jest wartka niczym górski potok. I równie zawiła, co kłębek nici. Wciąż mieszające się wątki, nowe wydarzenia, nowe przygody, nowe sytuacje. Czytelnik nie ma czasu nawet się zorientować, co się dzieje. Lecz ten pęd wydarzeń nie męczy, o nie! Tylko podnosi adrenalinę, przykuwa do książki, nie pozwala zasnąć. Nigdy nie wiesz co się stanie na następnej stronie. I nie chcesz wiedzieć. Wierz mi. Choć z pozoru ze sobą zupełnie nie powiązane fakty, pod koniec sagi łączą się w spójną całość dając zakończenie, które w doskonały sposób ukoronowało podróż Geralta z Rivii, wiedźmina, Białego Wilka.

- (...) Bogów chwale miłościwi!
- I my - odrzekł Jaskier, biegły w obyczaju - ich chwalimy.
- Jeśli chcemy - mruknął wiedźmin.

Saga jest dziełem jedynym w swoim rodzaju. Nie tylko ze względu na świeżość pomysłu, która ożywiła ponure i oślizgłe od krwi lochy fantasy. Nie. Saga wyróżnia się także tym, że Andrzej Sapkowski złamał swoistego rodzaju tradycję, która ugruntowała się w kręgach "magicznych" pisarzy. Twórca wiedźmina nie zamieścił ani jednej mapki, ani jednego rysunkowego opisu swego Nibylandu! Mapy krain, które przemierza Geralt z Rivii nie znajdziesz w książce. Trzeba samemu się postarać i ruszyć wyobraźnią. Tego rodzaju zabieg niesie w sobie pewien rodzaj innowacji. Niech czytelnik sam wyobrazi sobie Wiedźminland. Od tego ma w końcu głowę. Od myślenia. I marzenia.

Dookoła wystawionego na majdan stołu, przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą, zebrało się kilkunastu osadników. Poeta postawił kufle, usiadł.

Powiem szczerze. Gdy dowiedziałem się, że Andrzej Sapkowski nie napisze już ani jednego słowa o Białym Wilku poczułem zarazem żal jak i ulgę. Żal, dlatego że to już naprawdę koniec. Nie pośmieję się już więcej z podbojów miłosnych Jaskra, nie zobaczę więcej jak Geralt składa Znak i wpada w bitewny szał, nie wezmę więcej udziału w krasnoludzkim konkursie na najgłośniejsze bekanie. Z drugiej strony są dzieła, których kontynuacja nie powinna mieć miejsca, aby nie zaprzepaścić ich wielkości. Słusznie prawił wiedźmin - coś się kończy. Również trubadur się nie mylił - coś się zaczyna.

Kapłanka wolno pokręciła głową, pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym, gwałtownym ruchem.
- Żegnaj - szepnęła nie patrząc mu w oczy.

 

czwartek, 03 czerwca 2010, uczennicamaga
Tagi: sapkowski

Polecane wpisy

Spis moli Lubię czytać Gazetaliteracka.pl